Większa czcionka | Mniejsza czcionka
Oj uczora izweczora tam słuczyłasja bida.
Mołodaja diwczynońka czaruwała kozaka.
Ona joho czaruwała, kłykała do chaty:
– Zajdy, zajdy, kozaczeńko, maju szczo skazaty.
Jak pryjszow że win dodomu – na stił pochyływsja,
Szcze prawoju ruczeńkoju za serce schwatywsja.
Pryjszły joho towaryszczy, kłyczut pohuljaty.
– Oj powirte, towaryszczy, ne beryt do chaty.
Wyjszła joho stara maty ta j stała kazaty:
– Oce ż tobi, mij synoczok, diwczyna bahata.
– Oj naszo ż meni bahatstwo, chwatyt z mene krużky.
Dajte meni sażeń zemli szcze j czotyry doszky.
Joho nesut, konja wedut, kiń hołowku kłonyt.
Bahaczowa doczka chodyt, bili ruczky łomyt.
Ne łomaj, że ty, diwczyna, seredńoho palca.
De ne pijdesz, ta j ne najdesz takoho krasawca.